„W mojej przyszłości nie ma miejsca na nadzieję” – powiedział mały chłopiec, bohater filmu „Przeznaczone do burdelu”. Nie ma miejsca na nadzieję, na przyszłość oraz możliwość ucieczki. Sonagachi – mała kalkucka dzielnica, gdzie ubóstwo, nędza oraz głód przekraczają wszelkie wyobrażenie. Miejsce, gdzie upadło człowieczeństwo… gdzie dzieci rodzą się z już napisanym życiorysem. To świat upodlenia człowieka, świat bez poszanowania żadnych ludzkich praw, świat prostytucji – to rzeczywistość Dzielnicy Czerwonych Latarni.
„Przeznaczone do burdelu” to szokujący, aż niewiarygodny film opowiadający historię siedmiorga dzieci prostytutek żyjących w tej dzielnicy. Dwóch dokumentalistów – Zana Briski i Ross Kauffman – wkracza w tą odrębną, ma się wrażenie, że zapomnianą przez bogów społeczność Czerwonych Latarni. Briski zaprzyjaźnia się z tamtejszymi dziećmi, które jako jedyni mieszkańcy tego miejsca są gotowi na spoufalenie. Z czasem reporterka tworzy klasę, w której udziela lekcji z zakresu sztuki fotografii owym 10 – latkom. Podczas nauki dzieci powoli odkrywają swoje, dotychczas ukryte, umiejętności. Myślę, że dzięki temu procesowi zauważamy jaką ogromną dojrzałość i świadomość własnego losu mają mali uczniowie. Dzieciaki okazują się bardzo zdolne, chłoną wiedzę niczym gąbka wodę – jedna uwaga „cioci Zany” sprawia, że błędy przy robieniu zdjęcia już się nie powtarzają. Dla Avijita, Pujy, Goura, Kochi, Manika, Suchitry, Tapasi i Shanti fotografia jest ucieczką do innej rzeczywistości, dzięki sztuce dostrzegają piękno i kolory świata. Dzieci powoli zaczynają rozumieć, że ich życie może się zmienić, z czasem rodzi się w nich nadzieja na lepsze jutro. Uświadamiają sobie, że są wartościowe, że nadają się do czegoś więcej niż zmywanie naczyń i sprzątanie. Lecz mimo tego, jaki los czeka te utalentowane, zdolne, ciekawe życia maluchy? Każdy może domyślać się odpowiedzi… Oczywiście fotoreporterka Zana Briski nie zostaje obojętna na los swoich uczniów i stara się „wyciągnąć” ich z bagna jakim jest Dzielnica Czerwonych Latarni. Niestety droga ucieczki od burdelu jest bardzo trudna, Briski musi walczyć nie tylko z uciążliwą biurokracją, ale i z mentalnością matek – prostytutek. Domownicy nie są zainteresowani dobrem dziecka, lecz utratą taniej siły roboczej i przyszłych żywicieli rodzin. Jednak upór i wytrwałe dążenie do celu dokumentalistów stworzyło 10 – latkom upragnioną szansę – umieścili ich w szkole z internatem!
Trzy wątki tego filmu moim zdaniem szczególnie zasługują na uwagę – moment wyjazdu Avijita na warsztaty w Amsterdamie, wycieczka dzieci nad morze oraz ich udział w wystawie własnych prac. „Morska wyprawa” była symbolem wytęsknionej i wyczekiwanej wolności – wolności i choć chwilowej ucieczki od Dzielnicy Czerwonych Latarni. Czas beztroskiej zabawy Avijita w Amsterdamie jest niezapomnianym obrazem w głowie każdego widza. Niespotykana radość, uśmiech oraz jakiś rodzaj dumy malujący się na twarzach dzieci podczas wystawy ich własnych zdjęć również jest wizją zapadającą głęboko w pamięć. Film „Przeznaczone do burdelu” przedstawia ogromny problem z Dzielnicy Czerwonych Latarni. Społeczeństwo Indii zamiast pomagać wydostać się dzieciakom z tego piekła, jeszcze bardziej je w nim zamyka. Jest to błędne koło bezradności – chcąc stamtąd uciec należałoby iść do szkoły z internatem, niestety jest to niemożliwe, bo w takich szkołach nie przyjmują dzieci prostytutek i… koło się zamyka, nigdzie nie ma pomocy. Dlaczego tamtejsi ludzi nic nie robią by zmienić tę sytuację? Dlaczego zaraz obok biedoty, ciemnoty i brudu istnieje normalny świat? Czy nikt nie widzi problemu? Czy nikt nie chce pomóc tym dzieciom? I najważniejsze czy nikt nie chce przerwać tego błędnego koła? Pozytywem tego filmu jest jedynie fakt, że mimo czarnej wizji swojej przyszłości te dzieci potrafią się cieszyć z najmniejszej błahostki, uśmiechają się pomimo tego, że wiedzą jak i gdzie skończą jako już „dorośli” lub po prostu jako zdolni do pracy ludzie. Bezsilność, brak nadziei oraz nieprzenikniony żal dopada najbardziej w samej końcówce filmu, kiedy okazuje się, że tylko jedna dziewczynka kontynuuje naukę w wybranej szkole. Lecz w chwili refleksji pomyślmy – czy to naprawdę tak mało?
Czy dobrze, że taki film powstał? Na to pytanie znam tylko jedną odpowiedź. Moją odpowiedzią jest opowieść o jezuicie Anthonym De Mello, który szedł brzegiem morza i rozmawiał z przyjacielem na tematy filozoficzne. Na piasku leżało mnóstwo meduz. De Mello co kilka kroków schylał się po jedną z nich i wrzucał ją do wody. Przyjaciel wreszcie nie wytrzymał i zapytał: „Po co to robisz? Tych meduz jest tysiące. Przecież ich nie uratujesz. Czy to w ogóle ma sens?”. Na co filozof odpowiedział: „Zapytaj o to te meduzy, które przed chwilą wrzuciłem do wody”.