Rekrutacja na studia już prawie zakończona, tysiące młodych maturzystów zostanie adeptami polskich uczelni. Kierunki są przeróżne, a wśród tego ogromu wielu zapewne wybrało dziennikarstwo - wszak kierunek ten cieszy się niebywałą popularnością i wiele uczelni kształci w tym zakresie.
Pana Miecugowa spotkałam całkiem niedawno, podczas spotkania poświęconego jego nowej książce. Wniosek z tego jeden – stale się rozwija, atakuje przeróżne płaszczyzny. Ale jak mu się to wszystko udało? Czy jest gotowa recepta na sukces? Zasmucę Was niestety, nie ma. To pewna wybuchowa mieszanka szczęścia i talentu. Ale każdy ma swoją szansę, aby taki sukces osiągnąć. Z pewnością potrzeba ogromnej motywacji i zastosowania metody małych kroków.
Pan Grzegorz pisze właśnie podręcznik dla dziennikarzy telewizyjnych, który być może ukaże się na jesień. Uchylając rąbka tajemnicy powiedział, że w telewizji najważniejsza jest naturalność:
„Kiedyś moja znajoma, prezenterka wiadomości, zaliczyła pewną klapę. Podczas emisji usiadła jej na nosie mucha. Ona zrobiła pewien grymas, dokończyła wiadomość i nie zrobiła z tą muchą nic. Pewnie pomyślała sobie: „O Boże, mam muchę na nosie, co mam robić?!”. Zadzwoniłem do niej i mówię – zaaktorzyłaś! I na wieki zostaniesz symbolem nieprofesjonalizmu, bo zabrakło ci naturalności. Pomyśl sobie: wielka, ohydna październikowa mucha, nie wiadomo na czym wcześniej siedziała... no i twój upudrowany nosek. Każdy normalny człowiek by ją strącił.”
O Grzegorzu Miecugowie mówią, że jest nadrzędnym komentatorem od wszelkich polskich tragedii. To dość trudne zadanie, lecz on sam twierdzi, że w żaden sposób się do tego nie przygotowuje. Raz jest poważny i ma w sobie życiową refleksję, a niekiedy jest w nim coś z wariata. Trzeba umieć to wypośrodkować. Nadrzędną wartością jest to, że rozmawia się z ludźmi, nawet rozmawianie o polityce jest mniej istotne. Przykładem na to są ostatnie wakacje, gdzie polityki nie było, politycy naprawdę wyjechali. I dziennikarze zmuszeni byli do rozmawiania z ludźmi – to coś niesamowitego – mówi Grzegorz Miecugow. Nie można ludzi traktować instrumentalnie. Człowiek jest indywidualnością i do każdego trzeba podchodzić osobowo. To nie materiał jest najważniejszy, a człowiek.
Zapytałam tego doświadczonego dziennikarza, jakie zadanie stoi przed młodym pokoleniem żurnalistów. Odpowiedział mi przez śmiech, że przetrwać.
„Ludzie chcą się bawić, bo nie muszą drżeć o życie swoich bliskich, bo nie mają przed sobą perspektywy pójścia na powstanie i rozlania krwi za ojczyznę. Wbrew kryzysom, wbrew niepokojom, powodziom, albo takim różnym katastrofom są lekkie czasy, bo nie grozi nam wojna. Jest spokojnie: skończyłem dzisiaj zajęcia, zdałem jakiś egzamin, mogę pójść z kolegami na piwo, a jak wrócę z tego piwa to poczatuję trochę. Prawda? To jest naturalne. Przez to zmniejsza się zapotrzebowanie na dziennikarzy – z jednej strony to dobrze, ale z drugiej, trzeba się przed tym bronić, trzeba mówić ludziom, że są też sprawy ważne i znaleźć sposób, by zachęcić ich do słuchania.”
Rozrywka wynika w pewnym stopniu z wojny o czytelnika, jest wyjściem naprzeciw ludziom, którzy chcą się bawić, a których znacznie mniej interesuje śledzenie tego, co dzieje się na świecie. Bardzo dobrym tego przykładem jest Internet, który zresztą będzie głównym pracodawcą dla młodych dziennikarzy. Pan Grzegorz podał mi wspaniały przykład: największy polski portal internetowy, czyli Onet, realizuje się w zagadkowych tytułach. Dlaczego? Dlatego, że przeciętnemu odbiorcy Internetu wystarczy precyzyjny komunikat w tytule i nie rozwija dalej tej informacji.
„Niedawno czytałem taki tytuł w Onecie: „Premier zarabia więcej niż Obama”. Zdumiało mnie to. Myślę – jak to możliwe? Więc klikam. Chodziło o premiera Iranu… Więc chodziło o to, żebym kliknął. Przez to internetowi dziennikarze dostarczający informacji tracą na znaczeniu. Patrzę na to ze smutkiem, bo to znaczy, że dziennikarze się bronią - oczywiście mają do tego prawo – bronią się przed tym, że cały świat dookoła chce się bawić, chce żartować, chce żyć w portalach społecznościowych, chce dyskutować na jakieś tam interesujące tematy, a nie o tym, co dzieje się na co dzień i co jest ważne. Owszem, kiedy jest coś takiego jak powódź czy katastrofa, wszyscy tam idą – ale na chwilę. Potem odchodzą.”
Oczywiście, zabawa jest ważna. Pozwala nam się odstresować i zapomnieć o codzienności. Ale są takie sprawy, którymi można i trzeba się interesować:
„Przyszłość moich dzieci zależy od tego, jak będą kształceni ich nauczyciele. Przyszłość naszych wnuków zależy od tego, jak bardzo się teraz zadłużamy – oni będą spłacać te długi. Albo jak bardzo zatruwamy środowisko. Więc to bym mówił młodym dziennikarzom, żeby szukali sposobu na zainteresowanie ważnymi sprawami.”...
Czytaj dalej na www.dziennikarze.eu