Polska piłka sięgnęła niemal dna. Do ligowego obrazu nędzy i rozpaczy jedną nogą wchodzi reprezentacja. Po laniu od Hiszpanów wczoraj zlał nas Kamerun, na szczęście różnicą tylko...
Co zrobić, żeby być dobrym dziennikarzem, jak się do tego wszystkiego zabrać i nad czym pracować? O wskazówki dla przyszłych dziennikarzy udało mi się wypytać Grzegorza Miecugowa,...
Parytet, podobnie jak sama demokracja, jest istotną wartością na drodze do zwalczania dyskryminacji i promocji różnorodności. Jest też jednak obarczony tą samą wadą – nie jest uniwersalny i...
W Polsce, mimo wielu pozytywnych zmian, które zaszły od początku lat 90-tych pojmowanie niepełnosprawności i traktowanie osób niepełnosprawnych jest dalekie od ideału. A przecież...
Część dziewczyn myśli - ”Robię to, co każdy dorosły i jeszcze mi za to płacą. A poza tym, jestem dobrze traktowana i szanowana". Nastolatki z polskich gimnazjów dorabiają w...
Miasto pełne kontrastów i pozostałości po przednim ustroju.Na granicy kultur zagłębiowskiej i śląskiej,mieszanka wielu grup zjednoczonych pod wspólnym szyldem "Huta Katowice"
Dąbrowa......
Tymi słowami raczy mnie Szczepan, mój przyjaciel kawosz, za każdym razem gdy odwiedzam go w domu. Szczepan znany jest z przywiązania do smolistego napitku i różnych powiedzeń na jego temat. I tak dla przykładu: „Ludzie dzielą się na inteligentnych i na tych którzy słodzą kawę”.
Gdy pierwszy raz to usłyszałem pomyślałem sobie: „Kurde! Zdarza mi się pijać słodzoną kawę, ale za to tylko z mlekiem”. To było moje wytłumaczenie na ten zarzut. Również picie kawy z mlekiem i cukrem nie czekało długo na reakcję ze strony Szczepana, powiedział mi kiedyś: „ Gdyby kawę miano pić z mlekiem i z cukrem, to by ją tak pakowano”. Jedynym kontrargumentem, jaki można byłoby użyć przeciwko temu stwierdzeniu, jest fakt, że powstały napoje kawo podobne – rozpuszczalne zawierające w sobie mleko w proszku i cukier – tzw. „trzy w jednym”.
Ostatnio Szczepan uraczył mnie brazylijskim przysłowiem, które brzmi następująco: „Nogi miała długie, jak dzień bez kawy”. I proszę bardzo ileż w tym mądrości. Tylko prawdziwy koneser i człowiek uzależniony od małej czarnej wie, jaką męczarnią jest poranek bez kawy i tym samym mozolne popołudnie. Z kolei nasz wspólny przyjaciel Żaba zapytany kiedyś jaką kawę mu podać, powiedział po prostu: „Lubię taką, żeby sprzedała mi liścia o piątej nad ranem”. Tylko mocna, sypana, czarna kawa z błotem stawia na nogi lepiej, niż prozak przeciętnego Amerykanina.
Tylko palacze mogą wiedzieć, jak przyjemnie można rozkoszować się kawą popalając do niej papieroska. Może jest to szkodliwe, prowadzi do wrzodów żołądka i innych schorzeń, ale za to nic nie zastąpi tej chwili, kiedy łyk kawy w przełyku poganiany jest przez porządnego bucha dobrego papierosa. Wiele rozważań na ten temat, o nierozłącznej parze – kawie i papierosie przekazał nam Jim Jarmusch w swoim filmie pt.„Kawa i papierosy”. Obraz złożony jest z 11 epizodów, które przedstawiają różnych bohaterów w tej samej sytuacji – siedzących przy filiżance kawy i popalających papierosy. Wszyscy mają odmienne poglądy na temat tych dwóch używek. Jedni uważają, że zawsze po kawie i papierosie trzeba udać się za potrzebą, drudzy, że jest to szkodliwe, dla innych natomiast są to atrybuty życia codziennego. Film kręcony był przez 17 lat, mimo tego stanowi jedną całość, świetnie dograną. W końcu kawa, jak i papieros towarzyszą głównie spotkaniom -zarówno towarzyskim, przypadkowym jak i tym zaplanowanym i oficjalnym.
Korzenie kawy sięgają dalekich czasów. Sama roślina pochodzi z Etiopii. Odkrycie kawy wiąże się z legendą, jak to pewien pasterz zauważył dziwnie pobudzone owce i napędzony ciekawością, sam spróbował rośliny, którą skubały zwierzęta. Do Polski kawa trafiła po bitwie wiedeńskiej. Jerzy Franciszek Kulczycki założył pierwszy kafehauz w stolicy Austrii. Do rozkręcenia biznesu posłużyła mu kawa z zapasów uciekających Turków. To on wpadł na pomysł dodawania do niej mleka i cukru. Do ciekawostek należy fakt, że podczas II wojny światowej Polacy otrzymywali kawę domowymi sposobami z żołędzi palonych na płycie kuchennej. Za PRLu natomiast, kawa była napojem luksusowym, dostępnym w sklepach z żółtymi firankami. Stała się też dobrą łapówką. Dopiero po latach sześćdziesiątych zaczęto importować kawę w takich ilościach, aby była w miarę przystępna dla społeczności. Niestety prawdziwej kawy nie wystarczało dla wszystkich, dlatego wprowadzono jej substytut czyli pamiętną kawę „Inkę”.
To tyle na temat kawuni. Osobiście preferuję kawę z mlekiem i cukrem (słodzę dwie, w gościach natomiast trzy;), przynajmniej taką częściej piję. Jeżeli mam wypić kawę czarną to tylko gorzką, jak rozgryziona tabletka od bólu głowy i koniecznie sypaną - czyli z błotem.