Mieli dość nietypową sąsiadkę. Pani Helena-bo tak miała na imię, była starszą kobietą mieszkającą na parterze w bloku. Zajmowała jeden pokój. Wydawać by się mogło, że dla jednej osoby to wystarczająca powierzchnia. Niestety nie dla niej. Otóż Helenka, bo tak też na nią potocznie mówili, była powszechnie znaną, buszującą po śmietnikach panią. Znosiła do domu wszystko, co inni uważali za niepotrzebne i z tego względu znalazło się w kontenerze. Zużyte, brudne i niezbyt ładnie pachnące rzeczy u niej zaczynały żyć na nowo. Trudno mówić nawet o niezbyt ładnym zapachu. Te rzeczy po prostu śmierdziały. Każdy przechodził obok wypełnionego po brzegi kontenera, dlatego można wyobrazić sobie jak wyglądało otoczenie Helenki.
Większość wyrzuca śmieci na wdechu, by jak najkrócej obcować z odpadami. Dokładnie tak samo-jak koło śmietnika, należało wchodzić na klatkę schodową, którą zamieszkiwała pani Helena. Otwierając drzwi wejściowe dopadał odór. Dla stałych mieszkańców to oczywiste, by nie oddychać w klatce. Zapach jest nie do wytrzymania. Współczuła tylko tym, którzy o tym nie wiedzieli. Już na samym początku serwowało im się porażający zapach.
Mieszkanie pani Helenki to niezdobyta dotąd twierdza. Jest jak chatka czarownicy-wszystkich interesuje, ale każdy boi się zajrzeć. Nie znalazł się dotychczas ochotnik, który na własną rękę dokonałby tego zadania. Zresztą spotkanie Pani Heleny w mieszkaniu graniczyło z cudem. Większość czasu poświęcała na buszowanie po okolicznych śmietnikach. Nie była towarzyska. Nie zapraszała do siebie, choć nie wiadomo czy ktoś miałby ochotę na herbatę na wysypisku śmieci. Nie pożyczała-inni też nie pożyczali od niej.
Jednak mimo to, że nigdy nie była wewnątrz jej mieszkania, wie jak tam jest. Miała okazję zobaczyć, co znajdowało się na 30 m2 pani Heleny.
Była jedna sytuacja, która na zawsze utkwiła w jej pamięci, choć wolałaby jej nie pamiętać.
Był słoneczny, letni dzień. Wakacje, więc wszyscy znudzeni rodzinnymi wyjazdami, obsiadywali podblokowe ławki. Rozmawiali na różne tematy, często nie wiedząc nawet o czym mówią, lecz i to było lepsze od przymusowych wakacyjnych wycieczek. Dobrze czuli się w swoim towarzystwie. Podobne zdanie mieli o podblokowej czarownicy. Wszyscy w pewien sposób się jej bali i nie chcieli mieć z nią do czynienia. Niedaleko miejsca ich lenistwa znajdowały się okna mieszkania pani Helenki. Mieli doskonały widok, gdy nagle pod blokiem zjawił się duży samochód przypominający powszechnie znaną śmieciarkę. Wysiadło z niego kilku mężczyzn w pomarańczowych strojach oraz pan schludnie ubrany z teczką w ręku. Nie wiedzieli czemu zawdzięczają ich wizytę, jednak po chwili sytuacja się wyjaśniła. Usłyszeli przerażający krzyk, przypominający rozrywanie człowieka na pół. Płacz. Lament. I w końcu pani Helena w objęciach osiłków. Nawet głupiec domyśliłby się, że nie jest to miłe. Kobieta wyrywała się i szarpała, jednak była zbyt słaba, by uciec. Za nimi, kolejno z drzwi wejściowych wychodzili mężczyźni z pudłami wielkimi jak głazy wypełnionymi po brzegi śmieciami. Osłupieni patrzyli na przedstawienie. Przy kilkudziesięciu kursach mężczyzn stracili rachubę. Nikt nie spodziewał się, że w mieszkaniu może znajdować się tyle śmieci. Nie spodziewali się na pewno ci, którzy wykonywali tą pracę. Po pewnym czasie samochód wypełniony po brzegi odjechał, by opróżnić pojemnik. Na jego miejsce podjechało sportowe, luksusowe auto, z którego wysiadła młoda kobieta. Zupełnie nie pasowała do ich podblokowego obrazka. Przywiozła ze sobą świeżość i pewność siebie, której brakowało w ich środowisku. Zwróciła na siebie uwagę, jednak na minach współtowarzyszy malowało się zdziwienie. Kobieta ruszyła w kierunku zamieszania. Na jej widok Pani Helena uspokoiła się, a na twarzy pojawił się uśmiech. Po kilku minutach było już wiadomo kim była. To córka Pani Heleny. Jak to możliwe, że córka i matka mogą tak się od siebie różnić. Żyły w dwóch różnych światach, kierowały się innymi wartościami. Były zupełnie inne. Pani Helena-stara, brzydka, buszująca po śmietnikach, ona-młoda, piękna i dobrze zarabiająca. Jednak młoda kobieta wstydziła się. Czuła się zażenowana zaistniałą sytuacją. Jak coś takiego, może być jej matką. Jej wizyta trwała krótko. Dowiedziawszy się od pana z teczką, co się stało, z piskiem opon odjechała. Jak szybko kobieta zniknęła za rogiem, tak samo szybko zszedł uśmiech z twarzy Helenki.
Może i dobrze, że odjechała. Przecież to wraz z nią pojawiły się jej problemy. W jednej chwili straciła córkę, ale zyskała szacunek zebranych osób. Jej również. Uświadomiła sobie, że to właśnie owa kobieta jest przyczyną wszystkich nieszczęść jej sąsiadki. Przez nią wylądowała na śmietniku. To była życiowa próba. Jednak poradziła sobie.. Jak każdy, miała gorsze chwile, może u niej trwały trochę dłużej, ale żyła. Funkcjonowała w okrutnym dla niej świecie. To nie było łatwe. Na pewno nie. Mogli sobie tylko wyobrażać przez co przechodziła.
Chyba lepiej być samotnym, niż mieć przy boku osobą bezwzględną na nasze uczucia. Tak było w przypadku pani Heleny. Oby sobie poradziła. Tego jej życzę.