Krzysztof Skiba – polski muzyk, autor tekstów, satyryk, publicysta, aktor, konferansjer. Współzałożyciel Ruchu Społeczeństwa Alternatywnego, autor tekstów i lider zespołu Big Cyc, znany także z telewizji, gdzie razem z Pawłem "Końjo" Konnakiem prowadził program „Lalamido, czyli porykiwania szarpidrutów”.
Specjalnie dla portalu dziennikarzpress.pl opowiada o początkach kariery dziennikarskiej i miłości do krasnoludków.
Jak zaczęła się Twoja przygoda z dziennikarstwem?
Zacząłem bardzo wcześnie i, co najważniejsze, sam wydawałem gazety. W latach 70’ wydawałem podziemne pisma, były one dość dziwne, m.in. „Przegięcie pały”, której byłem redaktorem naczelnym, głównym, ale nie jedynym autorem, a także wydawcą. W ten sposób łączyłem trzy funkcje i mogłem robić to, co chciałem. Sam wydawałem numer, nikt nie gonił mnie do roboty, sam zarabiałem i sam traciłem – wszystko zależało ode mnie. Piękna sprawa. Było to oczywiście niebezpieczne i niewiele można było na tym zarobić, raczej trzeba było dokładać.
Jakie teksty tam pisałeś?
Zamieszczałem teksty satyryczne, a później, po 1989 roku, kiedy powstała wolna prasa i zniesiono cenzurę, zostałem dostrzeżony jako autor. Debiutowałem jako satyryk w Gazecie Wyborczej na tzw. „Trzynastej kolumnie”. W październiku 1989 roku utworzono satyryczną kolumnę, która tak właśnie się nazywała. Pisałem tam w doborowym towarzystwie, m.in. z Michałem Ogórkiem i Stanisławem Tymem. Byłem młodym, niezależnym, dzikim satyrykiem z podziemia. Ludzie potrzebowali kogoś takiego, szukali świeżego spojrzenia. Ja w tamtych czasach, a było to 20 lat temu, uchodziłem za „świeże mięso”. Dziś uchodzę już niestety za nieco „przechodzone mięso”(śmiech).
Chyba nie do końca?
To prawda. Moje felietony nadal wzbudzają kontrowersje.
Twoje felietony od siedmiu lat można czytać w tygodniku "Wprost". Właśnie w nim narodził się Skiba-felietonista?
Publikuję w prasie oficjalnie od 1989 roku. Zacząłem właśnie od pisania felietonów. Bardzo krótko byłem takim „klasycznym” dziennikarzem, ponieważ moja praca na estradzie w Big Cycu nie pozwoliła mi na normalne obowiązki dziennikarskie, dlatego zajmowałem się głównie pisaniem tekstów satyrycznych i felietonów. Pisałem do wielu różnych pism. Przez jedenaście lat prowadziłem rubrykę w lokalnym dodatku Gazety Wyborczej, ale pisałem też do pism literackich, m.in. do Tygodnika literackiego. Moje teksty ukazywały się również w tzw. twardej męskiej prasie, czyli w Playboy, Hustler czy CKM, gdzie przez dwa lata miałem swoją rubrykę. To wszystko było jednak mało dostrzegalne. Skiba jako felietonista, ogólnopolska gwiazda felietonu, narodził się właśnie we „Wprost”. Od siedmiu lat co tydzień jestem tam na ostatniej stronie.
Jak powstała Pomarańczowa Alternatywa?
Pomysłodawcą i inicjatorem Pomarańczowej Alternatywy był Waldemar Frydrych zwany Majorem. Zaczęło się od tego, że w stanie wojennym na murach powstawały napisy antyrządowe, antykomunistyczne. Bardzo szybko te napisy zamalowywano i powstawały białe plamy na murach. Major wpadł na pomysł, żeby właśnie na tych plamach pokazać surrealizm socjalistyczny – zaczął malować krasnoludki. Wszyscy zgłupieli, Milicja Obywatelska nie wiedziała, co to oznacza, nawet Podziemie zastanawiało się, co to jest. Krasnoludki pojawiły się na ulicach Wrocławia, później Łodzi i Krakowa, a w niedługim czasie opanowały całą Polskę. Po paru latach te krasnoludki zeszły z murów i zaczęły robić heppeningi. Były to akcje, które miały przełamać strach wśród społeczeństwa, ludzie byli przerażeni i bali się walczyć o swoje prawa, nie chcieli nawet brać ulotek. Naszym zadaniem było demoralizowanie milicji. Przebieraliśmy się za krasnoludki, urządzaliśmy akcje uliczne i publicznie w tych strojach pokazywaliśmy niechęć do rządu. Oczywiście, byliśmy zatrzymywani, ale krasnoludek zatrzymany przez milicję to coś absurdalnego(śmiech). Milicjant, który wiózł w radiowozie krasnoludka, Gąskę Balbinkę i Misia Uszatka czuł się po prostu głupio. Na całym świecie zatrzymuje się demonstrantów i to jest normalne, ale widok milicjanta goniącego krasnoludka jest co najmniej dziwny. W ten sposób MO czuła bezsens własnej pracy, czuli, że są obśmiewani. Pomarańczowa „zaraza” była wszędzie, ludzie zobaczyli, że nawet krasnoludki się nie boją! Na widok radiowozu wszyscy pękali ze śmiechu, nazywali milicję Smerfami, nie bali się. Doprowadzaliśmy nawet do takich sytuacji, że sami domagaliśmy się aresztowania, uważaliśmy, że jesteśmy wrogami systemu i miejsce w radiowozie jest naszym naturalnym miejscem. Nigdy nie uciekaliśmy, ale też nie biliśmy się z milicją. Powstało nawet hasło:„Pomóż milicji, pobij się sam!”. Dziś z przyjemnością uczestniczę w takich akcjach, jak wystawa uliczna w Łodzi (29 maja-11 czerwca). Pomarańczowa Alternatywa w dzisiejszych czasach jest już zjawiskiem historycznym, powstają na ten temat prace magisterskie.
Krasnoludki wygrały z systemem?
Po jakimś czasie milicja przestała pojawiać się na akcjach Pomarańczowej Alternatywy. Tak było w Łodzi po akcji „Galopująca inflacja”. Galopowaliśmy po ulicy Piotrkowskiej z tabliczkami i milicja nas zatrzymała, ale przecież gdyby nas nie zatrzymała, nie byłoby heppeningu. Później wydaliśmy oświadczenie, iż kłopoty ekonomiczne Polski skończyły się, ponieważ Milicja Obywatelska zatrzymała na ulicy Piotrkowskiej w Łodzi „Galopującą inflację”.
MO wzięło więc udział w pomarańczowej akcji..
Uważaliśmy, że Milicja Obywatelska to także uczestnicy Pomarańczowej Alternatywy. Nie było podziału na scenę i widownię, nigdy nie było wiadomo do końca, czy jest się na scenie czy wśród widzów. To wszystko to prowokacyjne działanie, które miało wciągać wszystkich ludzi w jakąś absurdalną sytuację. Było wiele takich akcji, np. jedna z nich we Wrocławiu, gdzie 10 tysięcy osób przebrało się za Krasnoludki i goniło milicjantów.
Dlaczego Krasnoludki? I dlaczego pomarańczowe?
Krasnoludek to leśny skrzat, który zawsze pomagał ludziom i był sympatyczny. Do dziś mówi się:„Kto posprząta mieszkanie? Na pewno nie krasnoludki!”. Krasnoludek to postać pozytywna. Natomiast „krasny” to z rosyjskiego „czerwony”. A skąd wziął się pomarańczowy kolor? Jak wiemy, aby go otrzymać należy dodać żółty do czerwonego. Mówiono, że krasnoludki to komuna skropiona cytryną, a cytryna wywołuje krzywy uśmiech. Władza bardzo się na nas krzywiła (śmiech). Nie byli w stanie z nami wygrać, obaliliśmy komunę na wesoło.
Sylwia Kalinowska