Ciemno i zimno. Zegarek daje znać swoim czerwonym wyświetlaczem, że jest już dobrze po północy. Nie mogę zasnąć. Pierwsza noc po powrocie do domu męczy mnie bardziej niż tydzień pełen stresującej pracy – ostatnio kilkunasto godzinnej. – Nie mogę spać! – wrzeszczę w myślach jednocześnie sięgając po cienkiego mentolowego. Odsłaniam po cichu rolety, otwieram drzwi i wychylam się lekko na balkon. Letnie powietrze wprawia mnie w błogi nastrój. „Łysy” świeci dziś jak nigdy dotąd. Puszczając kolejną siwą chmurę dymu spostrzegam sąsiada. Po 15 sekundach obserwacji wpadam w osłupienie. Dlaczego? Pan Bolesław zdradza mi bowiem swoją tajemnicę, może hobby.. swoją drogą dość dziwne. Otulony kocem schodzi po stromych stopniach swego zaniedbanego domu i, ku mojemu zdziwieniu, z tym oto kraciastym kocem wchodzi do.. gołębnika! Tak, do drewnianego „czegoś” przypominającego barak, wypełnionego smrodem ptasiego gówna. Brzydko powiedziane? Zastanawiałam się, czy użyć bardziej dosadnego sformułowania, ponieważ to, co widzę zasługuje na nie. – Nie wierzę... – myślę, trzymając w zawieszeniu parzącego mnie już w palce peta. Bolesław vel. Bolek to bowiem normalny człowiek, który zawsze sprawiał wrażenie miłego siwego pana. Pamiętam, kiedy inni sąsiedzi narzekali, że nie ma prawa trzymać zwierząt na osiedlu w centrum miasta. Pisali nawet skargi, ale nic to nie dało. – Wbiło mnie w beton – opowiadam koleżance. Ciekawe, co on robi z tymi gołębiami..? Nic. Śpi. On po prostu z nimi śpi.
Wariat? Dziwak? Czub? Mówią różnie. Nikt jednak nie zastanowił się, z jakiego powodu normalny, dobrze zarabiający i wykształcony człowiek co noc zasypia w „szałasie” z ponad setką gołębi.
Wracam pamięcią kilka lat wstecz. Pan Sąsiad macha ochoczo ręką zza siatki nawołując w ten sposób mojego ojca. Scena niczym z filmu „Sami swoi”, tyle, że Bolek nie krzyczy do taty „teee, podejdź no do płota!”. Rozmawiają, śmieją się. Kilka minut później dołączają do nich żony. Wzorowi sąsiedzi – chciałoby się rzec. I tak też było. Rodzina zza płota wywoływała bowiem same pozytywne reakcje wśród mieszkańców naszego osiedla.
Kolejny obrazek, który wpada mi do głowy to wsiadająca do taksówki bagażowej żona Pana Bolka. Chyba płakała. Kilka tygodni później podobny widok, jednak tym razem wyprowadza się córka, chwilę po niej syn. Co się stało? Sąsiad nie był przecież złym człowiekiem. Dobry mąż i ojciec, dzieci kochały go nad życie. Wzorowy pan domu, pracowity. Nie trwonił pieniędzy, nie pił, nie bił, nie miał kochanek. Został sam.. Jednak nie na długo. Nowi lokatorzy – sąsiedzi, pojawili się bardzo szybko. Na początku były kury i kaczki. Dołączyła do nich koza. Tak, koza! O dziwo, nawet ona znalazła swoje miejsce w miejskiej rzeczywistości. Brakuje tu tylko konia – śmieją się sąsiedzi. Pan Bolesław dbał o swoich pupili, z każdym tygodniem pojawiał się nowy. Gęsi, pies, kot i gołębie. Ponad setka. Dziś śpi razem z nimi. Wariat? Dziwak? Czub? A może samotny, smutny człowiek? Dlaczego?