Film w reżyserii Neila La Bluta to remake angielskiego horroru z 1973 roku.
Nicolas Cage gra rozchwianego psychicznie policjanta, Edwarda Malusa, który dowiaduje się, ze ma córkę. Na tym jednak nie koniec. Okazuje się, że dziewczynka zaginęła w tajemniczych okolicznościach, a główny bohater musi udać się na odległą wyspę.
Po przybyciu na miejsce, które wskazała matka dziewczynki, Malus trafia do odizolowanej osady, której mieszkańcy czczą siły natury. Wyspiarze są nieprzyjaźni wobec przybysza i twierdzą, że jego córka nigdy nie istniała. Dziwny kult pszczół, jaki praktykują, niepokoi detektywa.
Przy oglądaniu filmu „Kult” ma się wrażenie, jakby aktorów rzeczywiście przeniesiono do innego świata, grają mało przekonująco i sztampowo. Nawet Nicolas Cage zdaje się nie mieć pomysłu na tę rolę.
W filmie nudzą przeciągające się w nieskończoność dialogi. Zaskakujące, makabryczne ujęcia, które nic nie wnoszą do akcji, mają na celu jedynie przerwanie oglądającemu drzemki. Do takich zaliczyć można widok dziewczyny, której połowę twarzy zaatakowały pszczoły. Jeśli ktoś zasugeruje się tym wizerunkiem, za pomocą którego promowano „Kult”, bardzo się zawiedzie. To efekt pracy dobrego grafika, ale z pewnością nie kluczowa dla film scena.
Tym widzom, którzy oglądali angielski pierwowzór, nowa wersja może wydawać się płaska i nudna. W oryginale atmosfera niepokoju rozciąga się nad całą wyspą. O wiele lepiej wyeksponowano tam kontrast między żarliwym katolikiem, a pierwotnymi, pogańskimi wierzeniami. Gdy „Kult” wchodził na ekrany kin w latach 70 – tych budził liczne kontrowersje. Niestety o jego następcy z 2006 roku nie da się powiedzieć niczego kontrowersyjnego. No, może tylko żartobliwie, że pokazuje prawdziwe miejsce mężczyzny w świecie…
W filmie w reżyserii Neila La Bluta mało jest ciekawych wątków i, chyba tylko ze względu na sentyment dla poprzedniej wersji, pomimo zamykających się powiek, należy obejrzeć go do końca.